   |
 |


Ostatnie dwa tygodnie pobytu na Maui poza tym że były szybkie to również mega zakręcone. Pogoda trochę z nami pogrywała i mieliśmy kilka pochmurnych dni, bez wiatru i fali - skoro nie było co robić nad wodą to szukałem alternatywnych zajęć - rower, bieganie poza tym mogłem chwilę popracować przy komputerze i nadrobić zaległości.
W weekend wybraliśmy się ponownie na rejs z Barrym jego jachtem. Jak wychodziliśmy z portu w Lahaina mym oczom ukazał się jacht z napisem na burcie - Panika, Szczecin. Zwariowałem. Po powrocie do domu pogooglowałem chwilę i okazało się że jest to małżeństwo które szwenda się po świecie, wymieniłem z nimi nawet kilka maili ale finalnie nie spotkaliśmy się osobiście.
15 kwietnia do domu zawinął się Taty Frans, więc ostatnie dni przed jego wyjazdem wykorzystaliśmy do maksimum robiąc foty i video. Najlepszy był trick o nazwie Bonka, który wymyślił jego brat Tonky. Pierwsza faza to speed loop’a, a następnie zaczyna wywijać spocky (obroty deska i żaglem). Po kilkunastu próbach do jakich zmusiłem Tatiego, jego deska nie wytrzymała i pękła podczas płaskiego lądowania fronta - było warto - taki materiał wciągnie każdy magazyn windsurfingowy.
W między czasie rozbił się prezydencki samolot. Obserwowałem wszystko zza oceanu poprzez zagraniczne media, które nie zawsze patrzyły na całe zajście w kategoriach tragedii, a raczej spisku i zaplanowanej akcji.
Ostatni tydzień to dość nietypowy jak dla północnego wybrzeża Maui wiatr z północy do północnego-wschodu czyli on-shore do side-on, kiedy normalnie wieje side-off do side-shore. Fala tworzona przez wiatr mieszała się ze swell’em i dawała w efekcie Bałtyckie warunki - czułem się jak w domu.
Na ostatnie dni mojego pobytu pojawił się dobry swell i silny wiatr ze wschodu. Dwa dni z rzędu spędziłem na Hookipie wypełniając kartę pamięci aparatu soczystym materiałem. O zejściu na wodę po tzw. pracy nie było mowy - zawodnicy sponsorowani przez Fanatic, North Sails, JP, Neilpryde (te firmy miały sesje zdjęciowe w tym czasie) opanowali spot i nie było opcji aby dopchać się do fali.
Gdy temat katastrofy samolotowej lekko ucichł, wynikła sprawa wulkanu. Mój powrót na 22 kwietnia do Polski stał pod znakiem zapytania. Przez chwilę nawet rozważałem opcje powrotu statkiem z Nowego Yorku do Hamburga - 10 dni żeglugi, na szczęście finalnie ruch powietrzny wrócił do normy i mogłem polecieć do domu zgodnie z pierwotnym planem.
Na powrocie miałem 12h przerwy w Los Angeles więc Barry skontaktował mnie ze swoim ziomkiem Brian Thompson, aktorem. Podebrał mnie on z lotniska i zrobił mi kilku godzinny tour po LA, podczas którego odwiedziliśmy naszego rodaka z którym Brian współpracuje przy montażu dźwięku - nasi są wszędzie :)
O 18:00 samolot poderwał się w powietrze. Po 10 godzinach wylądowaliśmy w Londynie. Miałem 15 minut aby przedostać się na drugi koniec lotniska (bieg, pociąg, bieg, kanapka+woda, bieg, start samolotu). Dwie godziny później stałem już przed lotniskiem w Berlinie i zastanawiałem się jak dojechać do Szczecina. Mogłem czekać na jeden z bus’ów kursujących na tej trasie ale był bym w domu o 20:00. Namierzyłem pana, który miał napis "wolne miejsce". Pytam się go za ile rusza do Szczecina, na co on odparł że możemy od razu jechać. Tym sposobem o 18:00 byłem w Szczecinie.
Spędziłem na Maui miesiąc ale mam wrażenie że było to dwa tygodnie. Pisząc tą relacje jestem już spakowany na kolejny trip. Za kilka godzin jedziemy do Hannoveru na lotniska aby, skąd śmigniemy na Boa Viste, Cabo Verde. Jedzie z nami jeszcze kilku osobowa ekipa więc będzie wesoło. No i w końcu cały spot będę miał dla siebie.
Aloha, Bogo.
25 kwietnia '10

10.04.25 | Uwięziony na Hawajach 10.04.08 | Ciąg dalszy wieści z Maui 10.03.30 | Coroczna pielgrzymka na Maui
|

| 26 kwietnia 2010 (10:25:19) - kim, napisał/a : | |   |
| !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
| |
|
 |